Earl Sixteen meets Manasseh – Walls Of The City

Nie wiem czy będę w pełni obiektywny recenzując album jednego z moich ulubionych wokalistów wszechczasów, który dodatkowo do współpracy zaprosił jednego z moich ulubionych producentów z Wielkiej Brytanii. To po prostu nie miał prawa być słaby krążek.

Jak przystało na panów mieszkających w UK, wydawnictwo ukazało się na początku marca tylko i wyłącznie na winylu z zapowiedzią, że „soon come” pojawi się również w digitalnej sprzedaży. Jako miłośnik i “nienormalny kolekcjoner” winyli zdecydowanie popieram takie postawienie sprawy – hołd dla zbieraczy winyli, którzy wcześniej od kolekcjonerów czy komputerowych selektorów empetrójek mogą otrzymać ładnie wydane LP (z całym szacunkiem do obu grup oczywiście!).

Ale do rzeczy: na płytę weszły 4 numery i tyleż ich wersji, więc tak naprawdę mamy do czynienia raczej z showcase EP, niż pełnowymiarowym albumem. Otwiera ją tytułowy „Walls of the city” – bardzo ładny “one drop” z głębokim basem i charakterystycznymi dęciakami wykonywanymi przez filary zespołu Soothsayers. Oczywiście, wersja dubowa jest jak zawsze wspaniale rozebrana przez Manasseha (jak każda na tej płycie!).

Kolejnym numerem jest “Ease Up”, gdzie Earl Sixteen nawołuje selektorów do “wyluzowania się”, zdubowania swojej selekcji i opowiada o jamajskich soundclashach pomiędzy Sizzlą i Capletonem. Numer discomixuje się z wersją dubową, więc trochę szkoda, że nie wyszedł dodatkowo na singlu 12″. Drugą stronę otwiera wspólny numer Earla 16 i Ras Zachariego, obiecującego brytyjskiego deejay’a, którego znamy ze wcześniejszej współpracy z Manassehem. “Righteous Ones” to solidny balans między słodkim głosem Earla i nawijką Zacharry’ego. O dubie chyba nie muszę już wspominać?

Płytę zamyka bodaj trzeci remiks numeru “Zion City” Earla 16 nagranego kilkanaście lat temu. Tym razem bardziej digitalny, także każdy fan soundsystemowego grania będzie usatysfakcjonowany. W zasadzie płyta mogłaby nosić tytuł “Earl Sixteen meets Manasseh meets Soothsayers Horn Section”, jako że praktycznie w każdym numerze można usłyszeć dęciaki południowolondyńskich mistrzów, wzbogacające brzmieniowo cały album.

Bardzo poleca się!

Merge, 2013


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.